Kryzys? A jeśli on trwa tu od dawna?

 

Adam Fularz
Instytut Ekonomiczny
www.ie.org.pl


Kryzys jako stan permanentny

Od pewnego czasu z dystansu obserwuję polski system gospodarczy. Coraz częściej wraca do mnie zdanie jednego z klasyków: „To nie ludzie, to system”. W dzisiejszej, coraz bardziej surrealnej rzeczywistości ekonomicznej ekonomista bywa traktowany jak egzotyczny dodatek – jak kwiatek do kożucha.

Inwestycje realizuje się często bez realnej analizy kosztów długofalowych. Wiele rynków pozostaje zmonopolizowanych lub silnie skoncentrowanych. Ostatnie lata przyniosły w części sektorów spadek jakości usług i jednoczesny wzrost cen. Kryzys nie wygląda tu jak nagłe załamanie – raczej jak długotrwały proces erozji.


Ceny i realna siła nabywcza

Mało kto zdaje sobie sprawę z faktycznego poziomu cen w Polsce. Wystarczy prosty przykład: napoje typu soft drink ze średniej półki. Te same markowe produkty w Niemczech bywają istotnie tańsze niż w Polsce, gdzie coraz częściej uchodzą za dobra quasi-luksusowe. W barze za butelkę lemoniady można zapłacić kilkanaście złotych.

Koszty życia w dużych miastach rosną szybciej niż dochody. Osoby żywiące się regularnie poza domem wskazują, że miesięczne wydatki na wyżywienie sięgają kilku tysięcy złotych. Przy medianowych wynagrodzeniach oznacza to silne napięcie budżetów domowych.

Według aktualnych danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego (PPP), Polska nadal pozostaje poniżej średniej unijnej pod względem PKB per capita. Różnice względem Czech czy części krajów Europy Południowej nie zostały zasypane – w wielu obszarach utrzymują się strukturalnie.


Zatory płatnicze i wirtualne bilanse

W wielu branżach zatory płatnicze są trwałym elementem funkcjonowania rynku. Dane bilansowe firm często nie oddają rzeczywistego przepływu gotówki. System w niektórych sektorach działa głównie dlatego, że transakcje są ubezpieczane od niewypłacalności kontrahentów.

Pojawia się pytanie: jak duża musiałaby być skala zatorów, aby zagrozić również instytucjom ubezpieczeniowym? To ryzyko systemowe jest słabo obecne w debacie publicznej.


Dezintegracja infrastruktury

Jednym z mniej widocznych, lecz kluczowych elementów kryzysu jest demontaż infrastruktury.

W ostatnich dekadach zlikwidowano tysiące kilometrów linii kolejowych. Dawne połączenia o parametrach 160 km/h, łączące Wrocław z Berlinem w niespełna trzy godziny, dziś nie istnieją w swojej pierwotnej formie. W wielu regionach rozebrano całe odcinki torów, które w innych krajach UE nadal generują miejsca pracy i ruch pasażerski.

Na wybrzeżu funkcjonowały przed wojną rozwinięte sieci połączeń lotniczych i promowych. Część dawnych terminali zamieniono w obiekty o funkcjach symbolicznych lub komercyjnych, tracąc ich pierwotny potencjał transportowy.

W wielu miastach Dolnego Śląska, Łużyc, Pomorza czy dawnej Nowej Marchii dziedzictwo urbanistyczne i infrastrukturalne stopniowo niszczeje. Są miejsca, gdzie od 1945 roku nie podjęto realnej próby odbudowy centrów historycznych.


Zanik centrów miejskich

Rozwój motoryzacji oraz brak przemyślanej polityki transportowej doprowadziły do osłabienia centrów miast. Handel i życie gospodarcze przesuwają się na obrzeża. W części miast nowe obiekty handlowe pozostają niewykorzystane z powodu braku dostępności komunikacyjnej.

Komunikacja publiczna w wielu ośrodkach kursuje z minimalną częstotliwością. W niektórych miastach dawniej kursujące co 10 minut linie dziś realizowane są kilka razy dziennie. Spadek jakości transportu publicznego napędza dalszą marginalizację centrów.


Dysproporcje regionalne

Porównania miast przygranicznych – jak Wałbrzych i czeski Liberec – pokazują różnice trudne do wyjaśnienia wyłącznie czynnikami demograficznymi. Estetyka przestrzeni, dynamika handlu i aktywność gospodarcza wskazują na odmienne modele zarządzania i struktury instytucjonalne.

W Polsce centralizacja mediów i części sektorów gospodarki powoduje koncentrację kapitału, talentów i decyzji w jednym ośrodku. Prowincja traci nie tylko inwestycje, lecz także zdolność do artykulacji własnych interesów.


Słabość instytucjonalna

Ekonomia instytucjonalna uczy, że trwały rozwój wymaga niezależnych ośrodków analitycznych i kontrolnych. W Polsce znacząca część sektora nauki finansowana jest bezpośrednio z budżetu państwa. To rodzi pytania o autonomię badawczą i możliwość krytycznej oceny polityk publicznych.

Brakuje silnych, prywatnie finansowanych think-tanków o zasięgu ogólnokrajowym. Niezależne instytucje analityczne funkcjonują w ograniczonym zakresie.


Kryzys jako efekt ustrojowy

Możliwe, że obserwowany stan nie jest „kryzysem” w klasycznym sensie, lecz długotrwałym rezultatem określonego modelu ustrojowego. Struktura polityczna wpływa bezpośrednio na strukturę gospodarczą.

Propozycje głębszej decentralizacji – w kierunku modelu bardziej federalnego, inspirowanego rozwiązaniami czeskimi, austriackimi czy niemieckimi – pozostają w Polsce tematem marginalnym. Tymczasem decentralizacja kompetencji i finansów mogłaby zwiększyć konkurencję między regionami oraz poprawić efektywność zarządzania.


Wnioski

Kryzys nie musi oznaczać gwałtownego załamania. Może przyjmować formę stopniowej utraty potencjału:

  • demontażu infrastruktury,

  • koncentracji decyzyjności,

  • erozji instytucji,

  • rosnących kosztów życia przy umiarkowanym wzroście produktywności.

Pytanie nie brzmi już: czy kryzys nadejdzie?
Bardziej zasadne wydaje się inne:

Czy nie funkcjonujemy w nim od dawna – tylko przyzwyczailiśmy się do jego obecności?

Komentarze